• Wpisów:19
  • Średnio co: 112 dni
  • Ostatni wpis:5 lata temu, 20:22
  • Licznik odwiedzin:2 672 / 2252 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Dziś mam urodziny, mam nadzieję, że nikt nie zapomniał...
Dziś to ja obudziłem Paulin ogromnym buziakiem.A ona przetarła oczy i uświadomiła sobie, że kończe 19 lat.
-Harry wiem, że masz urodziny ale nie musiałbyś mnie tak wcześnie budzić i siedzieć mi na brzuchu!
-Wiem przepraszam, ale chciałem się dowiedzieć-wybrnołem z trudnej sytuacji-...co dzisiaj na śniadanie?
-A co, głodny jesteś?
-No, można tak powiedzieć.
-Tosty ze serem.-powiedziawszy uśmiechneła się tajemniczo i pospieszyła w stronę kuchni.Ja natomiast rozmyślałem o prezentach.Niewiedziałem co bym mógł takiego dostać.Nowy mikrofon...poduszkę...nic(niezasłużyłem)...
Po namyśle zeszłem ubrany już do Paulin.Stała koło stołu z tależykiem mniej-więcej 10 tostów.Na sobie ubrane miała dżinsy z czarną naszewką w prawym rogu, czerwoną bluzkę w żółte paski sięgającą do pasa.
-Ładnie wyglądasz-powiedziałem podlizując się.
-Dzięki-zaczerwieniła się-można przyznać, że ty też.
Aromat apetycznych, niekalorycznych tostów roznosił się po całym domu(aż sie głodny zrobiłem).
Siedliśmy wreszcie do stołu.Zjadłem ekspresowo 5 tostów, potem zadzwoniłem do Nialla.Ale on jak i wszyscy inni udawał, że nic nie wie."Czemu wszyscy zapomnieli"rozmyślałem.
Stojąc przed uchylonymi, przednimi drzwiami wykrzyczałem:
-Wychodzę na dwór!
Wychodząc zastanawiałem się po co wogóle wyszłem.Nadal tego nie wiem, ale świerze powietrze dobrze mi zrobi
Chodząc tak w kółko po rynku cały czas zastanawiałem się czemu wszyscy zapomnieli.Tak wiem dóżo razy to powtarzam.Nagle zadzwoił do mnie nieznany mi do tąd telefon.Na moje przywitanie odpowiedział mi jakiś męski głos:
-Idź do parku, na drugiej ławce od znaku, po prawej stronie siedzi starzec z szarą czapką i kaprluszem.Zapytaj go o "Samsunga".Potem podążaj za wskazówkami.W razie czegoś zadzwoń na ten numer.
-Dobrze, a mogę chociaż wiedzieć po co i jak się nazywasz?-powiedziawszy to tajemniczy mężczyzna, nie mówiąc ani słowa rozłączył się. Pomyślałem więc, że co mam do stracenia, zrobię to co powiedział głos.Poszłem więc do tego parku.Rozglądnołem się.Od razu,bez trudu ujrzałem staruszka z brodom do pasa.Zapytałem go o tego niejakiego "Samsunga".A on grubym, niczym beton głosem powiedział:
-To ty jesteś Harry?
-Nie myli się pan.-odpowiedziałem spokojnie.
-A więc pytasz mnie o "Samsunga".Mogę ci podpowiedzieć, że to jest pies, znajdziesz go na rynku koło sklepu budowlanego.Będzie z nim kobieta ona podpowie ci co dalej.Ach jeszcze jedno pies ma pod obrorzom ukryty przedmit, który może ci posłurzyć... może ci posłurzyć, a zresztą sam sie dowiesz.
Poszedłem w pośpiech w stronę sklepu.Kiedy tam doszłem, zdziwiło mnie tylko jedno.Sklep był, pies był, ale właścicielki nie było.Zajrzłem pod obrorze, zobaczyłem chustkę.Przez chwilę zastanawiałem się do czego i po co to, ale potem zorjetowałem się, że to może doprowadzić mnie do dziewczyny.Podłożyłem więc chustkę pod nos Samsunga, a on powąchał i pospieszył do swojej właścicielki.Okazało się, że jest za krzakiem, i potrzy na mnie ze zdziwieniem w oczach.Po chwili wydobyła z siebie znajomy głos.
-Harry to ty?
-Tak, czemu wszyscy się mnie dziś o to pytają? A ty kto jesteś?-spytałem.
-Sabin...
-O nie tylko nie to...-powyślałem na głos.
-Co?
-Nic tylko zastanawia mnie to... przefarbowałaś włosy. Czemu?
-Bo uznałam, że skoro niepodobałam ci się w blądzie, to w innym koloże będę bardziej atrakcyjna i bardziej seksi
-No dobrze, ale koniecznie w niebieskim?
-Tak, ale teraz dość gadania.Chcesz się dowiedzieś o dalszej części zagadki, prawda.
-Noo...>-zdziwiłem się, że wogule chce jeszcze o tym gadać.Zwykle kroczyła tematy o sobie lub o mnie typu: "Jak się czujesz?" lub "Zerwałeś już z tą dziwką?" itd.
-No więc teraz masz iść ze mną do łóżka.-powiedziała łobuzersko wystawiając końcówkę języka.
-Co?! Nie to na pewno nie jest część zagadki?!...-wykrzyknąłem.
-Tak wiem.Chciałam się trochę upewnić czy na pewno.
-No, ale teraz na powarznie.-mam już tego dość, jedyne co teraz chcę zrobić to...
-ok.Idź ze mną do sklepu, to część zadania i wybierz dla siebie najfajniejsze ciuchy-przerwała mi moje wspaniałomyślne myśli.
Poszliśmy więc do tego sklepu i wybrałem dla siebie najlepsze ubrania.Sabin poszła zapłacić.Spod lady wychylił sie jakiś facet, następnie usłyszałem rozmowe-To tak jak było zaplanowane.-puściła mu oczko, a on natychmiast wszystko zrozumiał i odwzajemnił, pełne wdzięku oczko.
O co tu wogóle chodzi, ja już nic nie rozumiem.

Reszte potem dodam:<: SORRY
 

 
Długo nie pisałam, wiem.Bardzo przepraszam ale po prostu nie mam czasu, szkoła, szkoła, nauka i jeszcze raz szkoła.Sorka wybaczcie

  • awatar Miętka ♥: Spoko , rozumiem cię :) mam podobnie jeśli chodzi o pisanie ;D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

snookie121
 
youandaj
 
Z okazji ...-nastych urodzin życzę wszystkiegoo najlepszego . Dobra , walnę prosto z mostu . Z okazji dzisiejszej imprezy szkolnej "PARTY HARD !! ALL DAY ALL NIGHT !! DJ MALIK" ;D i twoich urodzin życzę Ci żebyś była zawsze taka zaje*bista .Aa i żebyś została przyszłą "panią Style's",żebyś ustawiła mnie jako swoją świadkową ślubną a o wieczór panieński się nie martw.Powiem Niall'owi żeby na kawalerskim nażnęli Hazzę w trzy dupy ;D No i żebyś kiedyś poznała Harry'ego . Jednym słowem : NAJLEPSZEGO !!! ♥
||Niall
 

 
Rano obudziły mnie dziwne wrzaski(jak by jakieś dziecko się darło).Więc ubrałem się i zeszłem szybko na dół.Gdy schodziłem żwawym krokiem rozmyślałem o Paulin.W końcu za trzy dni jej urodziny.Rozmyślałem co jej kupić.Nie mam pomysłu.Nie jestem przecież ten od myślenia, tylko od flirtowania.(To mi wychodzi znacznie lepiej od myślenia).
W salonie na fotelu siedziała Paulin i coś trzymała na kolanach.Podeszłem bliżej aby sprawdzić co.Zdziwiłem się mocno. Omal zawału nie dostałem.Na kolanach Paulin siedziało jakieś dziecko.Karmiła je właśnie piersią.Nagle Paulin zerknęła w moją stronę i powiedziała:
-Cześć!
-Cześć?! Jak to cześć? Czyje to dziecko? Tylko nie mów, że...
-Twoje!-odpowiedziała Paulin nadal spoglądając na mnie podejrzliwie.
-Moje? Jak to? Od kiedy-spytałem zdziwiony.
-To jest Maja, Magdalena. Zapomniałeś?
-Nie tylko zastanawiam się...-żeczywiście podobna do mnie dziewczynka o zielonych, gigantycznych ślepiach i brązowych włosach mogła być moją córką.Ale to nie możliwe.Owszem po między mną a Paulin było coś, ale dziecko? To przesada.Nigdy nie chciałem mieć dziecka.W moim sercu odczówałem, że te dziecko jest moje, ale w duszy było na odwród.
-O czym?-Paulin.
-Co?-zamyśliłem się.
-Nad czym się zastanawiasz?-powtórzyła.
-A... Już nic.-odpowiedziałem.
-No to dobrze.Harry potrzymaj Maje to ci naszykuje coś do jedzenia.-powiedziała Paulin zakładając stanik.
Podała mi małą, drobniutką dziewczynkę ubraną w różowiutka sukieneczke, brązowe rajtuzki i czerwoniutkie buciki wielkości mojego palca.
Nagle usłyszałem głos dobiegający z kuchni.
-Chcesz kawę czy herbatę?
-Kawę.-odpowiedziałem Paulin.
Chwilę później dziewczynka zaczeła płakać.Podeszła do mnie Paulin, zabrała Maje i zaczeła ją huśtać w czarnym wózku.
-Na stole w kuchni masz śniadanie, a kawę na blacie.-oznajmiła Paulin i cichym głosem dodała:
-Teraz bądź cicho, bo Maja zasypia.
Po upływie godziny Maja wstała i postanowiliśmy pojechać do wujków (Niall'a, Liam'a, Louis'a i Zayn'a).
Gdy dojechaliśmy na miejsce wujkowie żucili się na nas jak stado słoni i pogratulowali dziecka.
-Dajcie nam Maje.A wy odpoczniecie trochę.-zaproponował opiekuńczy Niall.
-To my bedziemy na łące. Jak by co.-Paulin.
Kiedy poszlismy na łąke i mielismy sie własnie pocałowac,wszystko się skończyło, ponieważ to był sen.Leżałem w łóżku.Na demną stała uśmiechnięta Paulin.
-Nawet nie wiesz jak się cieszę, że cię widzę!-powiedziawszy to ucałowałem ją i uściskałem z całej siły.
-Ja też!?-podejrzewałem, że nie wie o co chodzi.
-Harry...wiesz...kocham cię!-powiedziała Paulin.
-Ooo... Ja ciebie też.-powiedziałem spoglądając jej głęboko w brązowe błyszczące oczy i powturnie ją uściskałem.
 

 
Drugiego dnia obudził mnie dziwny hałas dobiegający z kuchni.Paulin jeszcze smacznie spała więc ten hałas to nie jej sprawka.Zeszłem na dół aby sprawdzić co to.Schodząc ze schodów domyślałem się, że to może być Niall, albo Julita.Nie myliłem się.Kuchnia była cała zadymiona, za blatem stał Niall, obok niego, po drugiej stronie wkurzona Julita.
-Co jest grane?-spytałem równie wkurzony jak Julita.
-Spytaj się Niall'a.-powiedziała teraz spokojniejszym głosem Julita.-Niall, na powiedz.
-No bo widzisz chciałem zrobić coś do jedzenia.-zmartwiony głos Niall'a mówił za siebie.
-Niall, jak chcesz coś ugotować to powiedz, bo przy twoim szczęściu to za drugim razem całą kuchnię zjarasz.-powiedziała Julita spoglądając ukradkiem na Niall'a.
-A teraz bądzcie ciszej, bo Paulin obudzicie.-powiedziałem stanowczo.
Nagle usłyszałem czyjeś kroki schodzące ze schodów.
-O wilku mowa.-dodałem.
-Harry co tak ryczycie? Wyspać się nie można.-powiedziała Paulin, a następnie dodała:
-Czemu się tak dymi?
-To moja wina.-przyznał się Niall-chciałem coś ugotować, a nie chciałem was budzić.-wytłumaczył.
-Ale już to zrobiłeś.-Paulin.
-Wiem, przepraszam.-Niall.
Po długiej dyskusji wszyscy zjedliśmy śniadanie i poszliśmy już ubrani poszliśmy do szkoły.
( przyznaję się bez bicia nie nawidzę szkoły, ale dzisiejszy dzień w szkole był SUPER. )
Na przed ostatniej przerwie wciągnąłem Paulin do schowka na mopy i zacząłem ją, wiadomo co.
Po upływie 5 minut do schowka weszła sprzątaczka.Wykręcajc się z trudnej sprawy powiedziałem do Paulin:
-I jak znalazłaś już tego mopa dla dyrektora?
Roześmiany wyszłem i poszłem od razu na lekcje.
Wracając do domu z Paulin napotkaliśmy Sabin.
-Cześć Harry! I widzisz znowu się spotykamy, to przeznaczenie.-powiedziała Sabin.
-Ja mam już dziewczynę!!! Ile razy mam ci to mówić?!...-powiedziałem rozzłoszczony.
-Ale ona do ciebie nie pasuje.-Sabin.
-Ekhem... Ja do niego nie pasuję chyba ty!!!-wtrąciła Paulin.-A tak wogule kim ty jesteś?
-Jak to kim jestem?, Sabin, prawdziwą dziewczyną Harr'ego.-powiedziała Sabin.
-Tak po pierwsze nie jesteś, nie byłaś i nigdy nie będziesz moją dziewczyną, więc pakuj krocze w manatki i wypierdalaj z mojego życia i mojej dziewczyny!!!!!!!!-powiedziałem takim wkurzonym głosem, że Sabin przestraszyła się i uciekła.
-Kto to jest ta Sabin?-spytała Paulin.
-To jedna dziewczyna, która od podstawówki mnie podrywa.-odpowiedziałem na jej pytanie, a ona spytała:
-Czemu jeszcze ci nie odpuściła jeśli cały czas jej odmawiasz?
-Bo ona po prostu jest dziwna.Nie przejmuj się nią.I tak ciebie tylko kocham!-podkreśliłem stanowczo "KOCHAM" i uściskałem ją.

 

 
Po upływie kilku tygodni były mikołajki.Obudziłem się dzisiaj wyjątkowo, jako pierwszy, ponieważ chciałem wpaść jeszcze do kumpli, żeby poinformować ich o moim planie, prezencie świątecznym dla Julity i Paulin.Gdy szedłem drogą powrotną spotkałem moją rówieśniczke, która już od dawna się we mnie kochała.Była to Sabin.
-Cześć Harry.-powiedziała piskliwym głosem.
-Cześć.
-Jak tam.Masz dziewczyne?-powiedziała chamsko.
-Dodrze, a nawet lepiej wspaniale i mam
dziewczyne.-odparłem.
-Oh...-wzdychła-Jak to przecież obiecałeś mi, że będziesz ze mną.
-Co? Nic ci takiego nie mówiłem.-powiedziałem wzbużony.
-No, a tak uciekając z tematu, jak ma na imie?-zapytała Sabin wcale nie uciekając z tematu jak obiecała, no ale cóż, taka już wredna i upierdliwa musi być.
-A co ci do tego?-odparłem wkurzony.
-No, ja się tylko martwię o mojego Harr'oldka.-powiedziawszy to przyblirzyła się do mnie i chwyciła mnie za kołnierz.Od razu ją odczepiłem i jeszcze bardziej wkurwiony oznajmiłem opanowując nerwy, bo inaczej bym ją chyba zabił.
-Weź się odczep, znajdź sobie innego, bo w przeciwnym razie będę zmuszony...-niedokańczając zdania odeszłem opanowując złość.Kiedy weszłem do domu Paulin czekała już na mnie z złą miną.
-Harry, gdie się szlajałeś?! Żądam natychmiastowych wyjaśnień.-krzyknęła.
-No...-zamyśliłem się chwilowo, aby nie zdradzić niespodzianki-Byłem w sklepie spożywczym się zaopatrzyć w niezbędene produkty, bo wigilia już tuż, tuż.-na szczęście wstąpiłem po drodze do spożywczaka.
-No, a dziś jest mikołaj, zapomniałeś?
-No, można tak powiedzieć.-zaśmiałem się po kryjomu.
Paulin wzieła torbę z zakupami i poszła obrażona do kuchni sporządzać jakieś potrawy.
Tym czasem zadzwonił do mnie Niall.Szybko odebrałem komórkę i pospieszyłem do pokoju, żeby Paulin nie usłyszała.Jeszcze by miała jakieś wątki, że do Niall'a dzwonie, a z nią to się nawet nie przywitałem i jeszcze bardzie byśmy się pokłucili.
I lepiej nie będę jej na razie mówił o zaczepce w drodze powrotnej, to dopiero była by kłutnia.Dobra lepiej o tym nie myślę, odgonie złe myśli.
ROZMOWA PRZEZ TELEFON(Z NIALL'EM):
-Elo, co chcesz?-powiedziałem szeptem.
-Kto zaprosi Julite?-Niall zapytał jak by nigdy nic.
-Ty.-odparłem.
-Acha.A ja mam coś kupić czy co?-Niall.
-No to co mówiłem przed tem.-powiadomiłem przyjaciela.
(Nagle usłyszałem głos dobiegający z dołu:
-Harry, gdzie znowu jesteś?-wrzasneła Paulin.)
-Niall, nie mogę teraz za bardzo rozmawiać Paulin mnie woła.No to to co ci powiedziałem.Dasz se rade.Narka!-pożegnałem się nadal szepcząc.
-No, siema!-zakończył.
-Już idę!-krzyknołem, ale nie za mocno schodząc po schodach.
-Odchodze.-Paulin.
-Co? Przecierz było nam razem dobrze.Przecierz nie gniewasz się za to co zrobiłem rano.-powiedziałem zdziwiony i oburzony.
-Nie, ide do sklepu, zapomniałeś maku na makówki ty ciołku, mi też jest z tobą dobrze-kamień z serca.
-Uff...
-To idę!Pa.-powiedziała i wyszła.
Ja sam poszłem do kuchni aby zobaczyć co ona tam pichci.Gdy zerkałem już do garnka z rybą Paulin odsunęła mnie prędko myśląc, że chcę ją zjeść.I faktycznie miałem taką ochotę, nic nie jadłem od rana.
-Jak chcesz coś zjeść zrobię ci kanapke-powiedziała złowieszczo.
-No, chętnie bym coś zjadł.Jak tak szybko przyszłaś?-spytałem zaciekawiony.
-Sąsiad mi pożyczył.Widzał, że idę i dał mi z życzliwości.-odparła.
Gdy zjadłem kanapkę zobaczyłem, że już 17.Powiedziałem więc Paulin, że ma pójść po Julite i niech pójdą do kina.Dałem jej trzydzieści zeta,ucałowała mnie,przytuliła i poszła uradowana.
Ja zaś spodziewałem się gości.Zadzwonił dzwonek prędko otworzyłem drzwi.Niall z Zayn'em i Liam'em weszli do domu.
-A gdzie Lou?-spytałem(dzisiaj się coś za dużo pytam)
-Ma randkę.-odparł Liam.
-No, musimy się pospieszyć.Do 20 jeszcze nie całe 3 godziny.-Niall.
Niall powiedział to tak poważnie, że od razu wzieliśmy się do roboty.Po upływie godziny zabrzmiał dzwonek.Przestraszyliśmy się.Otwarłem drzwi i ujrzałem(na całe szczęście)Louisa.
-Co się stało, tak szybko wruciłeś.-powiedziałem.
-No właśnie o to chodzi, że nic, nic się nie stało.Ona, ona ze mną zrywa.Ona nawet ze mną nie chodziła.-rozbeczał się.
Pocieszyliśmy go i wzielismy sie wszyscy do kolejnych przygotowań.
Wybiła 19 nasza ostatnia godzina przygotowań.Przebrałem się razem z Niall'em w mikołaje.Usiadliśmy oboje na krzesłach połorzonych w dwóch różnych kątach pokoju.Liam, Louis i Zayn poszli wprowadzić Paulin i Julite do Pokoju w którym właśnie siedzimy z Niall'em.Weszły.Niall i ja wstaliśmy z krzeseł i podbiegliśmy do swoich dziewczyn, a, że mieliśmy dłudie czarne buty podkneliśmy się i spadliśmy na dziewczyny.Podnieśliśmy się.Podaliśmy dziewczyną rękę.One podały nam też swoją podciągneliśmy je i wykrzykneliśmy:
-Happy and merry Santa Claus!

 

 
Obudziło mnie powolne muskanie moich pleców obuszkami palców.Gdy otworzyłem już oczy ujrzałem Paulin.
-Cześć Hazza, choć zobaczymy co u naszych randkowiczów.-powiedziała śmiejąc się przy tym.
-Ok. ale mam przeczucie, że to była niegrzeczna noc.
Przeciesz Niall sam tak powiedział.-odpowiedziałem.
-No też mam takie przeczucie.-Paulin.
Gdy weszliśmy do pokoju obok dostrzegliśmy:
bluzke Julity na podłodze,
body Nialla na paraqpecie,
stanik wiadomo kogo oparty o lampke nocną,
na lampie wisiały slipki obojga, itd.
Oni spali zaś jak susły.
-Paulin, może zostawimy ich, niech jeszcze śpią po męczącej nocy.-powiedziawszy to zaówarzyłem, że Julita śpi na Niall'u, aż otrząsłem się z złych skojarzeń.
-Spoko, choćmy do swojego pokoju.-odezwała się wreszcie Paulin, po jej tekście poszliśmy do tak oczekiwanego pokoju.Przewróciłem ją na łóżko i trzymałem ją blisko siebie, aby nie uciekła.Ona wyrymała się jak tylko mogła.
-Harry, póść mnie ty idioto.-powiedziała Paulin.
W TEJ SAMEJ CHWILI W POKOJU OBOK:
-Niall, co się działo tej nocy?-zapytała Julita.
-Eee... było zaje*ście.-odpowiedział.
-Czyli? A... rozumiem.-powiedziawszy to Julita wypchneła piersi do przodu.Niall przekurlał się na drugi koniec łóżka.
WRACAJĄC DO NAS
Leżeliśmy nadal na łóżku.Nagle usłyszałem dzwięk stukania.Niall i Julita wpadli z hukiem:
-Elo! Czy coś tu się dzieje?-powiedział hamsko, śmiejąc się Niall.
-Nie my tylko tak...-powiedziałem wpatrując się w niego.
-Aaa...-powiedziała Julita unosząc jedną brew.
-Czy macie taką samą ochote na coś do jedzenia jak ja?-Paulin.
-No ja, hoćmy zrobić śniadanie, a chłopaki sobie pogadają.-powiedziała Julita,mrugneła do Niall'a i poszła razem z Paulin do kuchni.
-I jak było?-powiedziałem unosząc jedną brew.
-Stary było po prostu super, rewelka!!!
A ty jak tam dzisiejszy flirt?-Powiedział Niall.
-Dobrze, wiesz co może zejdźmy już na śniadanie.-powiedziałem.
Jedząc śniadanie Paulin szepneła mi na ucho:
-Harry może pojechalibyśmy do Zayna na noc, nad jezioro z Julitą i Niall'em? Prosze!!!-poprosiła takim głosem, że trudno było powiedzieć "nie".
-Dobra.-szepnołem i powiedziałem głośno:
-Słuchajcie, Paulin zaproponowała, że moglibyśmy pojechać na noc, nad jezioro z Zayn'em, no i ja też tak pomyślałem, że moglibyśmy wziąć też Louis'a i Liam'a.
-No, świetny pomysł, a ty co myślisz kochanie.-Niall.
-Jestem za.-Julita.
Po długiej namowie poszliśmy spakować potrzebne żeczy, a ja zadzwoniłem do Liam'a, Louis'a i Zayn'a.
Gdy spakowaliśmy wszystko, tak mniej-więcej o 13 wyszliśmy na autobus.W upływie 15minut byliśmy na miejscu, czyli na przystanku obok umówionego wcześniej jeziora.Przy drzewie był już Liam, Zayn.Po chwili doszedł Louis i pomugł nam rozstawiać namioty, wędki itd.
Żeby nie było karte wędkarską miał Liam i Niall.Po kilku godzinach, a była to chyba tak 20 zaczeły brać ryby, więc chwyciłem za wendkę i pociągłem, ale ryba była za silna.Pomogła mi Paulin, jedną ręką trzymała wędke, a drugą mnie za biodra.Kręciłem korbką z całej siły, ryba była coraz blirzej nas, widać było ją gołym okiem.Nagle ryba pociągneła mocniej, wpadliśmy do wody, byliśmy cali mokrzy.Na szczęScie wziołem ręczniki z domu.Opatuliliśmy się nimi i zasiedliśmy na kamieniu przy ognisku.Siedzieliśmy tak do 24 aby jak najwięcej się ogrzać.Rybe złapaliśmy jedną (chociarz jedną).Gdy weszliśmy do namiotu poczułem chłud, ale od razu potem odzyskałem czucie w nogach, ponieważ przytuliliśmy się do siebie tak mocno, że było mi na prawde ciepło i od razu zasłem.

 

 
Wieczorem Paulin zasneła na tapczanie więc wziołem ją delikatnie na plecy aby się nie obudziła i zaniosłem ją do mojego pokoju.Sam wziołem szybki prysznic i poszłem od razu spać.Rano gdy otworzyłem oczy zobaczyłem, że na dworze jest gęsta mgła.Paulin spała jeszcze smacznie, chwyciłem po klamke gdy nagle moja ręka chwilowo się wycofała.Zerknołem jednym okiem na klamke, na której lerzał stanik Paulin.Zdziwiłem się, ale zaraz zorientowałem się dlaczego i dałem go do szafki mojej dziewczyny.Powtórnie chwyciłem za klamke i zeszłem po schodach na dół.Zrobiłem kanapki z sałatą, serem i ogórkiem na śniadanie.Gdy siadałem już do stołu usłyszałem kroki.Paulin schodziła zgrabnie po schodach.Włosy związane miała w kok, piżame w różowego królika, na nogach miała kapcie też w różowego królika z wystającymi wąsami.
-Cześć Harry.-powiedziała zaspanym głosem.
-Hej!-odwzajemniłem powitanie.
-Co się dzisiaj w nocy działo?-zapytała zdziwiona.
-Właśnie mnie też to ciekawi.Na klamce z pokoju znalazłem twój stanik.
-Oooo o
-Co?-zapytałem.
-Nic.-powiedziała tajemniczo, ale chyba wiem o co jej chodzi.
-Słuchaj, a może zrobimy dzisiaj wieczorem randke w ciemno? Niall i Julita tak świetnie się dogadują ale chciał bym aby lepiej się poznali.-zaproponowałem.
-No, to świetny pomysł.Może zaprosimy ich po kryjomu na noc, noo...-zacieła się-...żeby tu nocowali.
-Wiesz co, to nie jest takie złe.
-Ubieżmy się i będziemy działać.-Paulin.
-Ok.-Ja.
Poszliśmy się ubrać i na tychmiast wyszliśmy na dwór gdzie miał na nas czekać właśnie Niall.
-Siema!-powiedział Niall.
-Elo, wiesz miałbyś ochote przenocować u nas?-zapytałem licząc na tak.
-Nooo... w sumie nie mam nic innego do roboty-odpowiedział.
-To świetnie-powiedziała Paulin, a następnie dodała-
nie żebym coś ale... ale mniejsz z tym.
-No to dobrze.-powiedział i odszedł w strone Louisa stojącego tuż zza drzewem.My natomiast poszliśmy w strone przeciwną, a dokładnie w strone szkoły, ponieważ tam powinna stać Julita.
-Cześć, wiesz może przyjdziesz do domu Harr'ego?
Zrobimy piżama-party.-powiedziała uprzejmnie Paulin.
-Nooo... oczywiście jak się Harry zgodzi.-Julita powiedziała przyjaznym głosem.
-No oczywiście, że się zgodze.-odpowiedziałem.
-To super.-powiedziała i poszła do swojego domu.
Po zaproszeniu Niall'era i Julity poszliśmy do domu aby wszystko zacząć przygotowywać na tajemniczą randke.Zaczołem jako pierwszy sprzątać swój pokój.Było tam mnustwo porozwalanych żeczy na podłodze, których rano nie zaówarzyłem.Paulin zajeła się sprzątaniem łazienki z salonem.Tak właściwie to ja sprzątałem całą góre, a ona dół, kródko mówiąc.Kiedy tak sprzątaliśmy ciągle słychać było odgłosy np.
-Paulin, gdzie dać twoje majtki?
albo
-Harry, co zrobić z kanapkami pozostałymi po śniadaniu?
oraz
-Ile minut jeszcze do randki?Nie zdążymy.Nie mam już siły dalej robić.
itd.
Dobiegła tak mniej-więcej 20 minut 10.
Przygotowań nadszedł słodki koniec.
Zabrzmiał dzwonek do drzwi.Był to Niall.
Odjaśniliśmy plan Niall'owi.Ucieszył się, ale pierwszą jego miną była mina zdziwionego, niewinnego chłopca.Za kródką chwilkę przyszła Julita.Paulin powitała ją w drzwiach, a ja z Niall'rem czekałem na schodach, których nie było widać patrząc z przedsionka.Julita wyszła.Niall podbiegł do niej, obioł ją w pasie i oznajmił:
-To jest randka w ciemno.
-Co?-Powiedziała zdziwiona Julita-przecierz ja myślałam, że to...-zacieła się-...że to nocowanie.A tak wogóle z kim mam tą randkę.
-Ze mną, twoja przyjaciółka Paulin i mój kumpel Harry ją dla nas przygotowali.Ja też myślałem, że to tylko zwykła noc.
-No widzisz, a jednak.To będzie...-przerwał jej Niall.
-To bęrdzo niegrzeczna noc.
-Co?-zapytała Julita.
-Nic, może siądziemy już.-Niall powiedziawszy to podsunoł krzesło Julicie.Gadali przy stoliku dobrze się bawiąc i dogadując.My siedzieliśmy wysoko na schodach podpatrując co się dzieje.Po upływie
3 godzin padło pytanie zadane przez Nialla.
-Gdzie mamy spać?
-W pokoju dla gości, w prawo od naszego. powiedziałem wskazując palcem na góre.
 

 
Dziś rano obudził mnie słodki pocałunek.Była to Paulin wisząca na demną.Patrząc na mnie z zaciekawieniem kiedy mam zamiar wstać powiedziała:
-Harry wstawaj, pamiętasz dziś umówiłeś się z chłopakami w parku.
-Żeczywiście, zapomniałem-powiedziałem rozciągając się.
Wstałem z łóżka i przyjrzałem się bardziej Paulin.
Miała na sobie żółtą tunikę, czarne getry i czerwone pantofelki.
-Słodko wyglądasz w tej tunice.-powiedziałem podlizując się.
-Dzięki-teraz zrobiła słodkiego uśmiecha.
Odwzajemniłem uśmiech


i poszłem ubrać się w koszule w paski w różne odcienie niebieskiego,dżinsy i czrne skarpety.
Zjedliśmy śniadanie.Dobiegała już 10.W drzwiach czekała już na mnie oparta ościane Paulin.
Wyszliśmy z domu i pospieszyliśmy czym prędzej do parku.Z oddali widać było chłopaków stojących przy jednym z dwudziestu drzew.Podeszliśmy do grona chłopców.
-Cześć.-powiedział Niall.
-Siema.-powiedziałem.
Louis podlizując się do mojej dziewczyny powiedział:
-Ekstra sukienka.
-Dzięxxi.-zabrzmiał cudowny głos kojący moje pragnienie.
Nagle wpadłem na świetny pomysł, zabrałem ulubioną torebkę (była szara z boku siatka czarnych sznurków i żółtym paskiem przebiegającym przez środek)Paulin i pobiegłem z nią gdzieś przed siebie wiedząc, że Paulin pobiegnie zaraz za mną, aby odzyskać torebkę.Nie myliłem się, pobiegła i po drodze zgubiła jeden pantofelek, ale nie zatrzymała się ani przez chwilę.Widząc jak bawimy sie w ganianego Niall zaczoł się z nas ryć, zaraz za nim wszyscy pozostali.Zatrzymałem się niepewnie gdy nagle wpadła na mnie Paulin.Przewróciła mnie.Leżąc na mnie oznajmiła:
-Ha, mam cię, odzyskałam torebkę.
Pocałowałem ją w policzek i uciekłem biorąc ją na barana.Po zabawie gadaliśmy jeszcze z chłopakami, aż spojżałem na zegarek, była dokładnie 14.
-Musze już iść do domu.:<
-Spoko zobaczymy się jutro-powiedział Loui wzruszając ramionami.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

lolipopinka
 
youandaj
 
u mnie konkurs zapraszam
 

 
Nazajutrz ubrałem się w czarną koszulę, spodnie i szarą kamizelkę.Nie potrzebowałem już szczęścia(niebieskiej kamizelki).Jedune co mi było potrzebne to znowu znaleźć się w uścisku Paulin i pocałować ją w piękne czerwone usta.W szkole usiadłem koło niej.Wszyscy w szkole zaówarzyli, że coś między nami iskrzy.Na przerwach staliśmy koło siebie i wreszcie poczułem radość w sercu, poniewarz ściskaliśmy się i całowali.Na ostatniej lekcji, a była to przyroda, dziewczyna podesłała mi liścik na którym pisało:"Hej, mogę dzisiaj do ciebie wpaść".Odpisałem jej szczero:"Ok. to może popoludniu?".Ona napisała:"Ok.".I zabrzmia dzwonek na przerwe.Wybieglem z klasy jak dzikus.Bylem bardzo uradowany.Po szkole kumple spytali mnie czemu jestem taki szczesliwy,powiedzialem im czemu, a Niall i Louis byli oczywiscie zazdrosni.Wskazalem wiec palcem na kumpele Paulin.Niall sie zakochal.Podszedl wiec do tajemniczej dziewczyny i zagadal do niej:
-Czesc nazywam sie Niall.
-Czesc ja jestem Julita.
-Ladne imie, jestes taka piekna.Tajemnicza dziewczyna miala dlugie jasne wlosy i niebieskie oczy.Julita zarumienila sie.
Po przyjsciu do domu rozmyslałem plany na dzisiejsze popołudnie.Nagle zabrzmił dzwonek, z drzwi wybiegła płacząca dziewczyna.
-Co się stało?-zapytałem, a ona przytuliła się do mnie i powiedziała:
-Mama wyrzuciła mnie z domu, nie mam gdzie się podziać.-mówiąc to łzy same płeneły jej z oczu.
-Nie płacz, możesz zamieszkać u mnie, moja mama za chwile przyjdzie, na pewno się zgodzi abyś tu zamieszkała-odpowiedziałem z jednej strony uradowany, a z drugiej roztrzęsiony.
-Na prawde-spojrzała na mnie-było by miło.
-Na serio, jesteś zmęczona tym wszystkim, połuż się na tapczanie.
Dziewczyna pokiwała głową i poszliśmy w stronę tapczanu.Paulin swobodnie położyła głowę na moich nogach, a ja głaskałem ją delikatnie po głowie i odsówałem jej piękne włosy za ucho.Mama przuszła w samą porę.Spytała mnie co tu robi Paulin, ja opowiedziałem jej po cichu aby nie obudzić dziewczyny całą prawdą.Mama zgodziła się na to aby Paulin zamieszkała na jakiś czas u nas.
Po dwuch godzinach Paulin otwarła oczy i oznajmiła ni z tąd ni z owąd:
-Miałam dobry sen, byłeś tam ty, ja-po chwili zamysłu uśmiechnęła się.
-O czym?-zapytałem.
-Spaliśmy razem, pocałowałeś mnie, wstaneliśmy z łóżka i... powiedziałeś... powiedziałeś, że mnie kochasz i chcesz ze mną żyć dopuki śmierć nas nie rozłączy.Klęknołeś przedemną, założyłeś mi złoty pierścionek i powiedziałeś Ehh... cytuje"Czy zostaniesz moją żoną?".I się obudziłam.
-Żeczywiście fajny, chciałbym mieć taki sam sen.-powiedziawszy to pocałowałem ją w zarumieniony policzek.
Po chwili mama przyszła do pokoju.
-Dzień dobry.-odezwała się Paulin.
-Dzień dobry, Harry mówił mi co się stało, oczywiście, że możesz u nas zamieszkać, będziesz spać z nim.A tak uciekając z tematu zrobić ci kowę, herbatę?-powiedziała mama.
-Herbatę poproszę, jeśli moge.
-Dobrze, a coś do jedzenia?
-Nie, dziękuje.
Byliśmy już w moim pokoju, szykowaliśmy się do spania, Paulin usiadła koło mnie, teraz ja się zarumieniłem.Dotkneła moich policzków, a potem położyła ręce delikatnie na mojej głowie i zaczeła masować, następnie zbliżyła się do moich ust i zaczeła namiętnie całować.Po kilku minutach poszliśmy spać.Nasza figura snu była prosta:
ja miałem prosto nogi, ona zaś potkurczone, trzymaliśmy się za ręce i...
 

 
Nagle zabrzmiał dzwonek.To była mama.Wszystko było już gotowe na przyjazd siostry.Teraz siedziałem z dziewczyną w moim pokoju, wpatrując sobie w oczy myślałem co by jej powiedzieć, aż w końcu ona przerwała moje myśli.
-Cieszysz się na przyjazd siostry?-zapytała.
-Tak, ale bardziej się ciesze jak ty tu jesteś.-oznajmiłem nieśmiałym głosem.Dziewczyna zarumieniła się, pomyślałem, że zrobiłem dobry krok.W końcu usłyszałem znajomy głos, wyszłem z pokoju i ujrzałem czarno włosą dziewczynę, która miała brązowe oczy, po mamie.Dziewczyna wskoczyła mi na szyję po czułym przywitaniu oznajmiłem:
-Paulin to jest Gemma, moja siostra o, której ci opowiadałem, Gemma to Paulin moja...-niedokończyłem.
Przywitali się i weszliśmy do pokoju aby pogadać co za ten czas robiła przez ten cały czas.Po rozmowie poszedłem odprowadzić Paulin do drzwi.
-Cześć!-powiedziałem porzegnalnie.
-Cześć, to co widzimy się jutro poo... w szkole.-powiedziała i wyszła.Gemma porwała mnie do ,.
-To twoja dziewczyna?-zapytała oczekując, że powiem"TAK".
-Nie-zaskoczyłem ją-jeszcze nie.
-To chłapaku weź się w garść i pocałuj ją, zobaczysz pocałunki wszystko zmieniają.Jutro zobacze, że ją pocałujesz, przysięgnij.
-Noo...
-Ok. To dobranoc.
Wychodząc zamknęła mocno drzwi mojego pokoju.Gdy siostra powiedziała"Dobranoc"zaówarzyłem, że już jest ciemno.Połorzyłem się więc do łóżka i zacząłem rozmyślać o tym co powiedziała Gemma.
Nazajutrz obudziłem się wcześnie, poniewarz jak zwykle Gemma musiała robić tak wcześnie śniadanie.Po śniadaniu poszłem natychmiast do szkoły.Na lekci pierwszej ujrzałem ją, oczywiście błyskała pięknością.Piękna pani usiadła ze mną i udając,że mnie niewidzi zaczeła się rozpakowywać.
Na wszystkich lekcjach Paulin nie zwracała na mnie uwagi.Po szkole ujżałem iż Paulin zmierza w moją strone, a z przeciwnej strony stoją chłopaki z 1D i rozmawiają.
-Cześć, sorry, że się do ciebie nieodzywałam, ale musiałam się troche odnaleźć w nowej szkole.
-Nic nie szkodzi, ale myślałem, że się na mnie obraziłaś.
-Tak wiem, jeszcze raz sorry.
-To co dziś o 14 przy fontannie.
-Ok. to cześć
Poszła, a za chwile przyszedł Niall i Louis, a za nimi Zayn i Liam
-Cześć co ta panięka, ty z nią chodzisz?
-T..tak, a co ci do tego?
-Ładna sztuka.
-Odwal się dziś o 14 idziemy na rantkę, ale nie powiem wam gdzie.
Poszedłem do domu bez słowa.Nadeszła 14, ubrałem się w to co miałem na występie, oczywiście wziołem moją kurtkę szczęścia i poszłem czekać na nią przy fontanie.
TYM CZASEM PRZED DOMEM HARR'EGO
Niall i Louis przyprowadzili dwie dziewczyny.
-Kto ma klucz?-zapytała jedna z dziewczyn.
-Ja nie-Louis.
-Jak to, myślałem,że ty zamykałeś ostatni dom.-Niall.
-Zadzwoń do Harr'ego-wyszeptał Louis.
-Wybaczcie piękne panie muszę zadzwonić-Niall
ROZMOWA HARR'EGO Z NIALL'EM
Niall:Harry daj klucz do twojego domu przyprowadziłem dwie śliczne panie.
Harry:Ok.jest pod wycieraczką.
Niallzięki odezwe się puźniej, narazie.
PRZY FONTANNIE
Siostra Harr'ego przyszła aby sprawdzić co się dzieje z dwójką zakochanych.
Gdy Harry rozmawiał tak z Paulin, Gemma po cichu podeszła do nich i popchneła Paulin w strone Harr'ego.Nagle Paulin poleciała na Harr'ego i przez przypadek pocałowali się.Pocałunek trwał długo widocznie podobało się im.
U NAILLERA
Weszli do domu i usiedli na kanapie w salonie.
Rozmawiali tak i nagle padło pytanie:
-Piękny dom, od którego z was on należy?-zapytała jedna z dziewczyn.
-Od naszego kumpla.
-Jak to przecież powiedziliście, że to wasze mieszkanie.
-Kłamaliśmy-powiedział Niall.Dziewczyny zbiły chłopców w policzek i wyszły.Przyszedł Harry.
W drzwiach zobaczył wkurzone dziewczyny, które właśnie opuszczały dom.Jedna z dziewczyn jeszcze udeżyła Harr'ego i wyszła wkurzona.
-Auuu... co jest?Za co to było?-powiedział zdziwiony Harry.
-No widzisz... to były te dziewczyny o których ci mówiłem-powiedział Niall.
-Aaa...-Harry.
Zmartwieni wyszli.A ja cieszyłem się,(Harry) że nasz związek się polepszył+
 

 
Kiedy następnego ranka otworzyłem ocz, coś mi się nie zgadzało.Było jakoś jaśniej.Sypialnie wypełniało szaro zielone światło właściwe pochmurnemu dniu w środku lasu, ale zdecydowanie jaskrawsze.W dodatku zdałem sobie sprawę, że na zewnątrz nie zalega mgła.Rzuciłem się w okno i jęknąłem zdegustowany.Zarówno podjazd, jak i drogę pokrywała cienka warstwa śniegu.Pozostałości wczorajszego deszczu zmieniły się w lód, przyozdabiając igły drzew niesamowitymi, bajkowymi koronkami.Jednym słowem: gołoledź.Kiedy zeszłem na dół, mama zdążyła już pojechać do pracy.Mieszkając z nią, czułem się poniekąd tak, jak bym był dorosły i miał własny dom.Nie było mi z tym źle-rozkoszowałem się samotnością.
Zjadłem szybko miskę płatków i wypiłem trochę soku pomarańczowego.Byłem podekscytowany i nieco mnie to przerażało.Wiedziałem co jest grane.Nie było mi spieszno ani chłonąć wiedzą, ani gwarzyć z nowymi znajomymi.Jeśli chciałem być wobec siebie szczery,
musiałem przyznać, że cieszę się strasznie na myśl o kolejnym dniu z Paulin.Bardzo to było niemądre z mojej strony.Uwarzałem, że poprzedniego dnia zrobiłem z siebie głópka i powinienem raczej zacząć ją unikać.Zdawałym sobie sprawę, że to kobieta z innej bajki, ale niemogłem ją tak po prostu zostawić i odejść, moje serce by tego nie wytrzymało.Przejście od kuchni do drzwi wejściowych wymagało wyjątkowego skupienia.Kiedy wyszłem z domu poczułem piękny naturalny zapach.Dziń zapowiadał się naprawdę świetnie.Poszłem na rynek, (tam gdzie się poprzednio spotkaliśmy)z myślą, że natrafię na nią.Nie myliłem się, ale spotkaliśmy się w bardzo dziwny sposób, posłuchajcie:
Gdy tak chodziłem zdałem sobie sprawę, że jest bardzo ślisko, więc chodziłem bardzo ostrorznie.
W pewnej chwili poczułem, że ktoś jest za mną.Odwróciłem się więc, by to sprawdzić.Gdy tak się odwracałem poczułem dziwną potrzebe otwarcia rąk.Otworzyłem je i "bum" masz ci los Paulin wpadła mi prosto w ręce.
-O, kogo my tu mamy?-powiedziałem zdziwiony.
-No to oczywiście ja, niezdara, dzięki, że mnie złapałeś, masz cela-powiedziała śmiejąc się, a jej śmiech nie pokonał by nikogo.
-No...mam cela-odwzajemniłem śmiech.
Poszliśmy pochodzić sobie po rynku i śmialiśmy się z tego wypadku.Nagle padło pytanie:
-Do jakiej szkoły chodzisz?-Paulin.
-Do tej na rogu, koło sklepu.
-Naprawdę-pokiwałem głową-ja też.
-Nigdy cię tam niewidziłem.
-Bo ja dopiero tam pójdę w poniedziałek,(jutro)ja tu dopiero jestem od kilku dni.
-Gdzie wcześniej mieszakałaś?
-W Phoenix.
Gadaliśmy tak jeszcze długo, aż do późnego popołódnia.Teraz siedzieliśmy już w parku na ławce.
-Ooo, oł zapomniałem-powiedziałem zmartwiony.
-Co się stało?-zapytała.
-Zapomniełem, że dniś przyjeżdrza moja siostra-oznajmiłem-a może pójdziesz ze mną i poznasz przy okazji moją rodzinę-wpadłem na pomysł.
-No, jak pozwolisz?
-No pewnie, to choćmy natychmiast, ona zaraz powinna przyjechać.
-To pośpieszmy się.
Natychmiast pobiegliśmy do domu.
-Nie obraź się muszę jeszcze naszykować stół-powiedziałem niepewanie.
-Ok. spoko, może ci w czymś pomuc?-powiedziała Paulin.
-No możesz zrobić kawę.
-Ok.
 

 
Następnego dnia miałem już więcej odwagi, by porozmawiać z piękną, ale był jeden kłopot. Gdzie ona jest? Po śniadaniu od razu poszłem na dwór, aby spotkało mnie jednak szczęście. Pochodziłem troche po mieście i nagle obróciłem się jakby nigdy nic, zobaczyłem ją. Kupowała stylowy ciuch w miejskim butiku.To była tunika, która miała fioletowo-żółte paski.Na środku czerwone serce, które trzymał brązowy miś.Przypomniałem sobie, że taką samą tunikę miała moja siostra która miała przyjechać z wakaci dziś w nocy.Podeszłem do niej i zagadałem:
-Cześć wczoraj zaówarzyłem cię jak czekałaś na autobus, ale nie miałem odwagi pogejść.
-Ach tak... też cię widziałam-odpowiedziała takim głosem, że chyba się zakochałem-a tak wogóle jak się nazywasz? Bo ja Paulin.
-Ja Harry, Harry Styles.
-Na prawdę?-pokiwałem nieśmiało głową-To moje ulubione imie.
-Tak, Paulin to też moje ulubione imie-powiedziałem zaczarowany jej pięknymi długimi włosami.Teraz spojrzeliśmy sobie w oczy.Miała brązowe oczy tak samo jak włosy.Patrząc sobie w oczy nie zaówarzyłem, że idziemy drogą.
-Powiedz coś o sobie.-zapytałem grzecznym głosem.
-No dobrze, a więc mam 18 lat mieszkam w tamtem domu-wskazała palcem na stary dom z nowymi połyskującymi drzwiami i białymi firankami widocznymi w oknoch.-Mój tata umarł na raka, zostałam tylko ja,moja mama i babcia która też zaniedługo umrze...-przerwałym jej.
-Tak mi przykro.
-Może usiądziemy w tej restauracji i napijemy się kawy i przy okazji ty powiesz mi coś o tobie?-powiedziała zachęcająco.
-OK.
I poszliśmy do restauracji, która miała lniane krzesła, podsunąłem jej krzesło, a następnie sam usiadłem.Gdy tak czekaliśmy na kelnera opowiedziałem jej trochę o sobie np.jak zobaczyłem ją po raz pierwszy wracałem z występu, że zakładamy zespół o nazwie "One direction", że oprócz mnie jest jeszcze czwórka innnych itd.Na szczęście w samą pore przyszedł kelner, skończyły mi się już tematy.Zamówiliśmy Late z pianką.Gdy kelner podał nam kawę Paulin zapytała:
-Masz dziewczynę?-oniemieniałem, nawet zakrztusiłem się kawą.
-Przepraszam, to chyba za wcześnie na takie pytanie.
-Nie, to dobre pytanie, też cię chciałem zapytać o to samo, a tak wracając do tematu nie mam dziewczyny.-I całe szczęście, bo ta dziewczyna tóra siedzi przedemną, to była dziewczyna mojego życia.
-A ty masz chłopaka?
-Nie.-powiedziała zmartwiona.
Gadaliśmy tak do samego południa.
-Słuchaj, musze już iść do domu,dziśejszą kawę ja stawiam.
-Ja tez musze już iść, to umówmy się na kiedy indziej.
-To na jutro, wymieńmy się telefonami to jeszcze dokładniej uzgodnimy.Jeśli nie masz nic przeciwko?
-Ok.-wpisaliśmy swoje numery telefonu i odeszliśmy w swoje strony.Gdy weszłem do domu obiad był już na stole.Zjadłem szybko i nie mówiąc ani słowa pospieszyłem do pokoju, by rozmyślać.
 

 
-Mamo jeszcze chwile, jeszcze minutkę.
-Nie, wstawaj za chwile się zaczyna.
-No dobrze, już wstaje-powiedziałem przecierając oczy i rościągając się.Wstając z łóżka natychmiast rozbolała mnie głowa, starałem się na chwilę nie myśleć wogóle, o tym co za chwilę miało się stać.Po chwili zamysłu ubrałem się w koszulę w czerwono-białe paski i spodnie koloru czarnego.Chwile potem zeszłem zgrabnym krokiem na śniadanie.Mama powitała mnie i podała miskę z mlekiem i płatkami owsianymi.
Zjadłem bardzo szybko, by zdążyć na autobus.Wychodząc z domu mama ucałowała mnie na szczęście i doradziła bym wziął dziś niebieski żakiet on zawsze przynosił mi szczęście.Tak więc zrobiłem, wziąłem żakiet i ruszyłem na autobus.Po drodze rozmyślałem trochę o występie w "X-Factor". Gdy dojechałem przed wejściem czekał już na mnie Niall Horan.
-Siema Harry-usłyszałem po chwili.
-Cześć-odpowiedziałem cichym głosem.
-Coś się stało? Mówisz takim smutnym głosem.
-Nie tylko z rana głowa mnie trochę bolała.-teraz powiedziałem mniej smutnem głosem
-Aaa, rozumiem...-nie wiedziałem do czego zmierza-...przed scenna trema.
Weszliśmy wreszcie do środka.W środku czekali już na nas: Liam Payne, Zayn Malik i Louis Tomlinson.
Wszyscy na raz:
-Cześć!
-I jak tam?-Louis
-A dobrze.-odpowiedział za mnie Niall.
Nagle usłyszeliśmy "One direction".To znak, że czas wejść na scene.Wszyscy żwawym krokiem pośąpieszyliśmy na scene, tylko ja szłem wolniej niż wszyscy.
Juroży kazali nam się przedstawić, a więc Louis przedstawił nas publiczności.Teraz sala ucichła, widzowie patrzeli wryci w nas.Zaczła mnie brać chwilowa trema.Ciekawe czy inni też tak mają?
Piosenkę zaczął śpiewać Liam, następnie Zayn.Teraz była kolej na mnie znów wzięła mnie trema, ale uporałem się z nią szybko i zacząłem śpiewać.
Gdy skończyliśmy śpiewać fani nie dali dojść do słowa Jurorom, ponieważ bili brawa i wydzierali sie na całego.W końcu usłyszeliśmy dobry werdykt.Widzowie porzegnali nas gorącymi brawami.Za kulisami skakaliśmy ze szczęścia.Gdy wyszliśmy z budynku nagle ujżałem piękną dziewczynę, która czekała na ten sam autobus co my, ale nie miałem odwagi by do niej pójść, zagadać.Po 15 minutach byłem już w domu.W drzwiach pierwsza powitała mnie mama i spytała głośnym głosem
-I jak poszło?-przestraszyłem się i przez chwilę nie wiedziałem o co chodzi.
-Dostaliśmy się do następnego programu.
Mama oszalała ze szczęścia,a ja poszłem na górę do swojego pokoju rozmyślać dalej o tajemniczej dziewczynie.
 

 
Nigdy wcześniej nie zastanawiałem się nad tym,jak chciałbym umrzeć-nawet mimo wydarzeń ostatnich miesięcy.Ale choćbym próbował, z pewnością nie wpadłbym na coś podobnego.Sparaliżowany wpatrywałem się w ciemne oczy drapieżcy stojącego na przeciwległym końcu długiego pomieszczenia,a ona przyglądała mi się z uśmiechem.Oto miałem oddać życie za kogoś innego, za kogoś, kogo kochałem.To dobra śmierć, bez wątpienia.Szlachetny postępek.Coś znaczącego.
Właśnie tu spotkało mnie szczęście, o jakim nawet nie marzyłem i nie warto było rozpaczać, że słodki sen dobiega końca.Nie zmieniając przyjznego wyrazu twarzy, mroczna łowczyni ruszyła w moją stronę, by zadać ostateczny cios.